O niczym i niczym zarazem
RSS
czwartek, 09 maja 2013
Narkotyki, leki, szkoda.

Kiedyś miałem w planie spróbować każdego narkotyku jaki tylko istnieje. W dużej części udało mi się ten ambitny plan zrealizować, ale niewiele z tego wyniknęło. Poza niezmieżonymi kacami, chorowaniem i czasową psychozą. Najbardziej interesowały mnie psychodeliki i halucynogeny, jednak wpakowałem się w uzależnienie od amfetaminy w międzyczasie, tego nie było w planie. Chciałem badać kosmos, pokłady ludzkiej świadomości, słyszeć kolory i widzieć muzykę. Zamiast tego waliłem konia godzinami, zgrzytałem zębami, nie jadłem, nie spałem. Wykańczałem się na wysokich obrotach, czysta samodestrucja. Ale tak chyba musiało byc, mój psychiatryczny przypadek zawsze skłaniał się w taie strony, w rozpacz i niszczenie siebie. Nie do końca wiem z czego to się bierze, ale jest we mnie złóść, nienawiść do samego siebie, potrzeba egzekwowania zasłużonej kary, pytanie tylo co jest winą. Tego jeszcze nie odkryłem, nie wiem jeszcze za co muszę się tak srodze karać, ale robię to mimo wszystko, nie ma zmiłuj. Wcoraj upiłem się i późną nocą słuchałem youtuba, best of wspomnienia, i chwilach wolnych od uniesień, a może właśnie ich pełnych, ciąłem sobie przedramiona, obserwowałem jak ciało krwawi, wycierałem rany chusteczką, napawałem się widokiem posoki. Dlaczego jest mi to potrzebne, naprawdę nie wiem. Nie wiem za co jest ta kara, wiem jedynie że się należy. Podobno wieczne poczucie winy toważyszy dożywotnio ofiarom molestowania seksualnego w dzieciństwie. Może coś w tym jest, może o to chodzi. Byłem molestowany jako dziecko, nie da się ukryć. Długo nie byłem pewien czy te wydażenia to właśnie było to, słynne seksualne molestowanie, jednak teraz nie mam już wątpliwości, pomogła mi to zrozumieć psychoterapia. Wielokrotnie molestował mnie lekarz pediatra, w obecności mojej mamy, która nie rozumiała podobnie jak ja co się tak naprawdę działo, dlaczego pewne rzeczy były robione. Dlatego właśnie że nie było to nic radykalnego, nie zostałem zgwałcony ani nic takiego, poza tym robił to lekarz, więc kurwa mać, lekarz wie co robi, jeśli obmacuje genitalia za każdym razem... cóż, widocznie wie co robi, widocznie tak się bada małe dzieci. Ani moja mama, ani tym bardziej kurwa ja, nie rozumieliśmy  co się działo. Mieliśmy tylko niejasne przeczucie że dzieje się coś dziwnego, podejrzanego. Ale przecież to lekarz, no właśnie, przecież to nie możliwe... Moja mama zrozumiała w pełni, i co ważniejsze, zaakceptowała naturę tych wydażeń dopiero 20 lat później, również na terapii. Przed tym były tylko niejasne wyżuty sumienia, wątpliwości, niepewność.
Ale trudno, stało się. Czy teraz muszę być metrykalnie dorosły i wciąż okaleczać się? Pakować w siebie chemiczne ustrojstwa, zabijać swoją osobowość na całe godziny, wiecznie planować samobójstwo, tylko czekać na właściwą okazję, izolować się od dawnych znajomych, których już skreśliłem na zawsze, mimo że nie zawinili..? Czy muszę resztę życia spędzić na zabijaniu się?
Moje przygody z narkotykami miały tylko jeden cel - uciec, jak najdalej od siebie, od rzeczywistości. Wszystkie wciągnięte prochy, łyknięte tabletki, zjedzone kaktusy, nasiona, grzyby, leki, zioła, wywary... chodziło tylko o wycieczkę w śmierć, w nie-życie, choćby tylko na parę godzin. A może się mylę, może jest zupełnie inaczej, może te wszystkie chorowane kace były potrzebne żebym poczuł że żyję właśnie? Że dopiero cierpiąc czuję że jestem, że żyję i istnieję. Może być właśnie tak. Nie czuję życia tylko oddychając, czuję je dopiero kiedy choruję i cierpię. Zawsze lubiłem chorować, podobał mi się ten stan kiedy miałem wysoką gorączkę i majaczyłem. U dzieci w miarę często zdarzają się gorączki rzędu 41 stopni, zaliczyłem takich mnóstwo, byłem chorowity, łapałem grypę za anginą. Wtedy, wijąc się w mokrej pościeli, trzęsąc się z zimna, czułem że żyję, że jestem, taki słaby i prawie umierający, ale jednak jestem. W tak wysokiej gorączce normalne są też halucynacje i nieco odmienne stany świadomości. Boże, jak ja to lubiłem, wić się w przepoconej pościeli w ciemności, trzęsąc się z zimna, widząc niewypowiedziane rzeczy w ciemności która nigdy nie była pusta... czyjeś kształty majaczące niewyraźnie, obce osoby w moim pustym pokoju, głosy wprost z mojej majaczącej głowy. Czy to możliwe w ogóle, uzależnić się od innych stanów świadomości przez notoryczne chorowanie i majaki gorączkowe?
Nie wiem czy to normalne u dzieci, ale dość często działy się ze mną dziwne rzeczy nocą, coś jakby sny na jawie, widok obcych osób w moim pustym pokoju, ciemność nigdy nie była pusta i martwa, zawsze coś działo się w rogu pokoju. Potwornie bałem się ciemności, bo nigdy nie byłem w niej sam. Nie wiem czy dzieci już tak mają, ale ja doświadczałem prawdziwych koszmarów na jawie co noc. Moczyłem się często i chorobliwie kręcił mnie ogień, podpalałem wszystko. Podniecała mnie krew, więc moje zabawki ludziki były upstrzone czerwoną farbą, często też urywałem im kończyny, symulowałem wypadki i katastrofy. Boże, ja nigdy nie byłem normalny... Do pewnego wieku znęcałem się nad zwierzętami, potem chociaż dopadły mnie okropne wyżuty sumienia i nie mogłem sobie tego wybaczyć, od tego czasu kocham zwierzęta i nie potrafię skrzywdzić muchy. Chociaż tyle dobrego.
No dobra, czas się żegnać. Kocham muzykę, nienawidzę ludzi i siebie przede wszystkim. Chciałby, jeszcze kiedyś zobaczyć dawnych znajomych, bo innych niż dawnych nie mam. Mam nadzieję że u nich dobrze, a moi rodzice nie pozabijają się na sali sądowej. Dla siebie proszę o szybką smierć i podróż w kosmos.

Tagi: choroba
00:34, hermanderherusker
Link Komentarze (1) »
wtorek, 07 maja 2013
Ground control to Major Tom...

    Wiadomość od majora Toma: na wszywce antyalkoholowej da się pić, ale uwaga. Lepiej tego nie robić jeśli się da, major Tom nie poleca. Jasne że każdy lubi coś innego, ale symulowany atak serca, drastyczny skok ciśnienia, pulsujący ból głowy - u nas w kosmosie to nie jest TO, unikać. W miarę możliwości oczywiście. Dla odważnych są fanty i przywileje, jak złamana rodzina i rozpacz bliskich. Kids, don't try this at home. It works in outer space only.
Major Tom z piosenki Bowiego wie o czym mówi, jemu nie straszne używki w sorcie hurtowym, wszystko jest ok co ziemia dała a dała dużo. Ale tylko w kosmosie, na Ziemii to nie przejdzie. Dzieciaki, pamiętajcie...
Tutaj każda używka od czasów Chrystusa daje radę, niezależnie od postaci i formy. Major Tom przyjmie wszystko we wszystko, nawet spiders from mars. Tom słucha muzyki 36 godzin na dobę i ćpa kaktusy, wciąga dla zabawy całe dżungle koki, ładuje hektolitry afgańskiej heleny. Jemu to nie straszne, on nie ma sumienia, tym bardziej bliskich. A już na pewno zjazdów i dołów. Major Tom zabija depresję i zaburzenia osobowości na śniadanie, jemu nawet neurolepptyki nie straszne. Dobrze jest mu być solo i nie zamierza tego zmieniać, mimo że co rusz ocierają się o jego kapsułę boskie kocice z Wenus. Nic z tego skarbie, zajęty jestem. Właśnie wrzucam 4000mg dekstrometorfanu. Bez odbioru.
Faktycznie, czasem zła sekwencja wrzuci na orbitę okołoziemską, niebezpiecznie blisko domu... Nachodzą wtedy majora wyrzuty sumienia, jakieś tęsknoty, nerwice... Kiedyś ktoś bardzo cierpiał, prosił o Toma na dobre powrót na Ziemię i przynajmniej odpoczynek, jeśli nie dogonne oddanie.
Ale major wiedział że to tylko duchy i dawna prawda sprzed lat. Mylące sygnały od osób domniemanie bliskich i ważnych, gdzieś-kiedyś, dawno. Trzeba dopalić faję boskiej szałwii i z powrotem na Marsa, tam gra Monster Magnet i opala się David Crosby. Dawno się nie widzieliśmy, mruknął pod nosem Tom i docisnął pedał gazu. Kierunek Mars, zatem.
Ashes to ashes, fun to funky
We know major Tom's a junkie
Niestety, what comes up must come down. Kto jak kto, ale major Tom doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Siedemnasta wątroba jest tylko jedna wszakże. Kiedy puścił dex, wyparowała szłwia i wyrzygane zostały ostatnie łupiny powoju hawajskiego, nadszedł czas. Major nienawidził słowa "detox", ale tak to się po prostu nazywa. Rozejrzał się wkoło. Nie było innego ratunku, czas lecieć na Saturna i zgłosić się do kliniki, tej co zwykle, czemu nie. Pieniędzy wystarczy na osiem lat i tyle trzeba poświęcić. Reszta niech się pierdoli i dzieje sama, major Tom idzie się zdrzemnąć.

21:40, hermanderherusker
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 kwietnia 2013

   Los potrafi płatać niesłychane figle. Chirurdzy laryngolodzy również. Zeszłego grudnia zainwestowałem 400 złotych w implantację wszywki antyalkoholowej esperal. Od teraz spożycie nawet śladowych ilości alkoholu miało grozić wylewem, zawałem, nawet zgonem. Byłem grzeczny. Uważałem nawet żeby płyn do higieny oralnej był bezalkoholowy. Patrzyłem, ale nie dotykałem produktów alkoholowych na półkach w Tesco.

Tak się jednak stało, że naszły mnie myśli samobójcze, kolejny raz, beznadzieja i porażka, dół. Uznałem że pies to jebał i kupiłem ćwiartkie żołądkowej. Łyczek, jeden drugi, przerwa. Nic. I znów, to samo. I nic. I tak od słowa do słowa wypiłem 0,7 gorzkiej, ze skutkiem żadnym, nie licząc alkoholizacji - słowem, normalna rzecz, żadne takie. Najebałem się, ale żyłem! Reasumując, zostałem oszukany, 400 złotych wyjebałem w błoto, jeśliby wszyto mi co obiecano, po dwóch łykach byłbym już w drodze na oiom. Nie byłem. Minęły dwa dni. Chuj. Jestem, więc myślę. Zrobiono mnie w wał, wszyto mi powietrze, jestem uleczony, mogę chlać. I zamierzam, a jak.

Teraz tylko muszę się rozwieść, wyjechać do Irlandii, znaleźć arbeit i ziuuu, jestem w domu. Dokładnie, w przedpokoju, na wycieraczce, zeszczałem się i nie moge trafić ciałem w próg. Już tu byłem. Teraz znowu jestem. Inaczej nie potrafię, nie ma opcji wypić jedno, dwa, sześć piw. Musi być piętnaście, musi być szot-dwa-trzy, paczka petów, czołganie się na zachód. Hej ho. Trzeba spaść ze schodów jak Vonnegut, ale po co czekać 90 lat. Można się powiesić, skoro 70 tabletek nie wystarczyło, odratowali, wymęczyli. Widzę przyszłość. Nostradamus. Staczanie się płynne w rytm arytmii serca. Tak to widzę. Piąteczka.

Tagi: alkohol
23:40, hermanderherusker
Link Komentarze (1) »
niedziela, 20 stycznia 2013
Wędrówka przez czas

   David Crosby nie wygląda już jak dawniej, u szczytu. Jest go dużo więcej, ma cudzą wątrobę, mniej czasu przed sobą. Przekroczył siedemdziesiątkę i ciągnie dalej na wprost. Niebywałe, po tym czego doświadczył i jak się prowadził. Niektórzy są chyba niezniszczalni, ich czas jest długi i nic, nawet oni sami, tego nie zmieni. Zastanawiam się jak jest ze mną, jaki jest mój czas. Na teraz, na bieżąco, wydaje się długi. Zbyt długi, chociaż jest go dopiero trzydzieści lat. Ale już tyle zapomnianych wspomnień. Jedna słaba próba samobójcza, dużo braku chęci do życia i radości z niego. Dużo też tak zwanej depresji, mnóstwo lęku. Zycie wydaje się takie zwykłe i niepotrzebne. Poza chwilowymi skokami radości z bycia jest całkiem nieciekawie, niepotrzebnie. David stworzył w międzyczasie i w przerwach między wykańczaniem się wspaniałą muzykę. Nieśmiertelne i wieczne kompozycje, słuchane pięćdziesiąt lat po fakcie. I chyba dopiero od niedawna Davidowi chce się być. Nie wiem jak to działa i od czego zależy. Że można spędzić większość życia próbując się zabić, żeby na starość odnaleźć spokój i radować się tym cholernym życiem. Albo i nie, albo starać się je zniszczyć za wszelką cenę, ale bez błysku fleszy, dużych pieniędzy i czarnych limuzyn, zwyczajny rodzinny i ludzki jednostkowy dramat i życie którego nie powinno być chociaż cudem jest. Po coś jest, nie może nie być. Ale tak często rzeczy nie są jakimi być powinny i nie ma nikogo kto mógłby przyjść i naprawić co zepsute. Czasem czas to robi, sam, leczy rany, naprawia, ludzie zapominają że pamiętali. Ważne rzeczy stają się niepoważne. Z czasem, wszystko z czasem. I ja już nie umieram, choć też nie żyję, raczej tylko udaję i gram dla bliźnich, udaję że wiem jak się to robi co oni robią i też to chcę i będę robić. Że już nie będę im uciekał, wyskakiwał z jadącego pociągu. Czy tak będzie? Tego nikt nie wie i nie ma komu wiedzieć. Trzeba żyć, mówią, nie mówią tylko: po co, choć to najważniejsze pytanie. Tak łatwo zostać dzieckiem a jedocześnie to cud że istniejemy. Zupełnie zwyczajnie mogłoby nas nie być a jednak jesteśmy i robimy niekiedy wspaniałe rzeczy. Nie wiem po co, ale jednak. Czy mogliśmy tak sami z siebie powstać? A czy cokolwiek może samo z siebie powstać? Czy powstaje? Z niczego? Nie wydaje mi się. Czy bóg specjalnie stworzył nas tak wspaniałymi i okropnymi jednocześnie? Żeby nam pokazać co możemy, moglibyśmy, ale większość nie potrafi, część nie chce? Ludzie i ludzkie zwierzęta, jak to się dzieje. Czy jest komu zadać to pytanie? Dlaczego tyle pytań? No właśnie. Dlaczego, dlaczego - pytamy nie wiemy kogo, ale pytać musimy, czujemy że ktoś jest nam winny odpowiedź. Ja tak czuję, ktoś jest mi winien odpowiedzi na wszystkie moje pytania i troski. Dlaczego stałem się i dlaczego wcześniej mnie tam nie było, a teraz jestem tutaj. Dlaczego kiedyś byłem taki mały i tak strasznie się bałem, a teraz jestem duży i boję się niewiele mniej. Jak to jest? Czy ktoś w ogóle słucha? Smutno byłoby wiedzieć że nie słucha nikt i nikogo nie obchodzi co się na naszej planecie dzieje z nami, co porabiamy, czy się staramy, czy jesteśmy grzeczni, czy dobrze robimy czy źle. Nie chciałbym tego wiedzieć. Nie chciałbym też żeby cała muzyka, ten wspaniały dorobek ludzkości, okazała się nieistotna. Względem czego? Nie wiem, chciałbym tylko żeby coś co może być tak piękne i wspaniałe, było jednocześnie ważne. Nie było jedynie stratą czasu jak wszystko inne co robimy wydaje się być.

   A są też inne planety, galaktyki, gwiazdy. Jest wszystkiego tak nieskończenie wiele że zapiera nam dech w piersiach, a jednak musimy tu na miejscu się ogrzać, nakarmić, wyspać. Jak to jest i dlaczego nikt nie odpowiada? Tak bardzo chciałbym wiedzieć i nie wiem dlaczego, ale wierzę że kiedy umrę dowiem się przynajmniej części tych rzeczy. Nie muszę iść w niebo, chcę tylko zrozumieć jak to wszystko działa, skąd i dlaczego się wzięło. Poznać tego gościa który jest za wszystko odpowiedzialny i zadać mu kilka ważnych pytań. Nie mogę się doczekać.

22:27, hermanderherusker
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 listopada 2012

   Ciii, bez PL znakow bedzie, ani slowa. Zona cichutko odleciala w kierunku Londynu, ja zas na paluszkach ostatnie 4 dni nie bralem disulfiramu, i dzisaj, kiedy tylko moja o wiele lepsza polowka zniknela w strefie odlotow, nabywalem malpeczkie zoladkowej (jeszcze raz apologizuje za brak PL znakow) i koka kole, zeby jedno i drugie zrobic w toalecie dla departures i relatives. Nie da sie opisac klawiatura wrazen jakich doznaje sie na klozecie, zerkajac w sufit, jedna dlonia na wszelki wypadek sciskajac jadra (nigdy nie zaszkodzi), druga rozkrecajac malpeczkie zoladkowej gorzkiej. Zupelnie nic nie bylo by w tym wyjatkowego, gdyby nie bezkres czasu pomiedzy tymze piciem alkoholu a poprzednim, liczonym w miesiacach wstecz, hen hen.

   Dla wiedzacych, surrealistyczna poduszka pewnego samolotu z San Francisco... zbyt dobre. Kiedys muzyka sie nie spieszyla do konca playlisty. Patrz: Grace Slick. Chyba urodzilem sie 40 lat za pozno i nie tam gdzie trzeba (bylo). SF, Live At The Fillmore East, Gracja w szczycie formy, chore solowki, gdzieniegdzie sam Hunter S. Thompson, takie czasy.

   Kilka lat temu we Wroclawiu robilem wszystko co w mojej mocy, zeby ukrasc ten klimat i zbeszczescic w swoim mieszkaniu na Pomorskiej. Nawet calkiem mi szlo, pamietam ze przy playliscie Jefferson Airplane zwiedzalem zakamarki swojej jazni i przestawalem cielesnie istniec w 3D, zamiast tego surfowalem na kolorach, slyszalem wspomnienia, spacerowalem w projekcjach dziecinstwa. Posluchajcie Grace w szczytowej formie, dla ulatwienia wypijcie pol litra zoladkowej gorzkiej, jeszcze lepiej zapalcie kostke, jesli to mozliwe zjedzcie pigulke i polozcie sie wygodnie na linoleum i bacznie obserwujcie sufit, juz niebawem bedzie tam co ogladac. Kto powiedzial ze farba jest nudna?

19:12, hermanderherusker
Link Dodaj komentarz »
Disulfiram Blues

   Po tylu przygodach, podróżach astralnych, kto by się spodziewał kończenia trzydziestego roku życia. Podpowiem: nie ja. Miało być romantycznie i rokendrolowo, zbyt duża dawka czegoś kiedyś, alkoholu, tabletek, szczęścia/rozpaczy. Żadnej z tych rzeczy nigdy nie starczyło. Tabletek, zupełnie ostatnio, też choć była ich cała garść i jeszcze trochę. Zawiodła logika. Jeśli pół tabletki 50mg powodowało arytmię i trudności w oddychaniu, dlaczego 60 tabletek 100mg nie powodowało kompletnej terminacji? Tego nigdy się nie dowiemy. Owszem, przez 48h następnych rozmawiałem z halucynacjami, do żony mówiłem językiem obcym nie tylko jej, ale i reszcie Ziemian, a jednak dnia trzeciego siedziałem już grzecznie w taksówce z kogutem i cichaczem wyjmowałem sobie wenflon z ramienia.

   Szpital, w którym z grubsza z takich samych powodów nocował mój tatko onegdaj, okazał się miejscem odpowiednim dla mnie i reszty ludzi których tam umieszczono. Każda jedna osoba to własna i unikalna historia, z których żadnej nie chce mi się przytaczać. W każdym razie polecam, szczególnie osobom którym wydaje się że wiedzą wszystko o wszystkich, jak niżej podpisany. Lekcja życia, tak zwana, bezcenna, jak tyra w piwnicy w Irlandii, dla ultrasów wmówionej inteligencji i wyjątkowości. Nikt nie jest lepszy od nikogo. Chyba że uda mu się spędzić całe życie w bańce z nosa. Hej ho.

   Brand new! zestaw leków, dobre rady seksownej pani doktór, uśmiech pani psycholog, widok na Opole zza krat i dobre żarcie zrobiły swoje, autor znów chce żyć niekiedy, nie pić alkoholu wciąż i raz jeszcze spróbować się w adultacji, zamiast adolescencji.

   Teraz mieszka z żoną, ma kota, stara się mieć arbeit i nie tylko nie pije, ale wręcz pić już nigdy nie zamierza. Ocenia że dość już wypił i wziął, teraz tylko z recepty prochy zapodaje. Pije kawę, sprząta, brandzluje się okazjonalnie.

Cześć, Aleksander the Minor to Medium

02:43, hermanderherusker
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 listopada 2012
Czas leci

Dwa nałogi, jeden odwyk, jedno samobójstwo później...

(cisza)

(hałas)

Papieros normalny zamienia się w mentolowego, cyna kapie z dupy, esperal chwilowo nieaktywny... Roger.

Jest późno, jest jedną copycat próbę samobójczą jeszcze później, organy wszystkie grają ku zdziwieniu moim i personelu szpitala... Za mało, jak się okazało (rym 01). Jest lepiej o niebo i piekło, hej ho, jak napisałby Kurt V., gdyby mu się chciało jeszcze. Smoleńsk Peszek Jezus Mariah Carey. Takie buty. Live from Uranus, Brendan Flowers from The Killers: I am Mormon. And so is Mitt Romney.

Pozdrowienia dla 3ciej rzeszy i Moniki Olejnik. Over.

02:35, hermanderherusker
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 czerwca 2011
schizofremmia

Powtórzę się pytając retorycznie, cytując jednego artystę - How does it feel to be dead inside?

I nie mogę powiedzieć że dobrze, mogę kłamać, mogę robić co dusza zapita zapragnie, mogę oszukiwać domniemanego czytelnika tegu blogu tak samo, jak oszukuję sam siebie 24 godziny na dobę, że nie tyle jest dobrze, co nie jest tak źle że wypada już tylko umrzeć. Umówmy się, dobrze jest wiadome że kierownictwo tego przedsięwzięcia nie ma dość pary w jajach żeby tak zwyczajnie się...

Do tej poprzedniej listy musi być dodane:
-Monster Magnet - "Superjudge"

- Big Day "Przestrzeń"

- Coma "Ostrość na Nieskończoność"

Reasumując, życie choć piękne tak kruche jest, wiesz to kiedy napierdalasz łbem o ścianę, kiedy zdajesz sobie sprawę, bo w końcu musisz sobie sprawę zdać że jesteś w matriksie, że jesteś pacjentem, hulajnogą mass mediów, że nie tylko rodzice kłamali na temat Świetego mikołaju i reniferów, ale na żywo live 24h na dobę dymają cię media światowe, sprzedają ci za darmo karmę oficjalną propagandę, na temat 9 września 2001 w usa, na temat powodu inwazji na afganistan i irak i chuj wie gdzie potem. Polecam zobejrzeć www.septemberclues.info, ała ała, to boli, ale prawda nic nie boli tak jak ona. Szkoda że tylko wątpliwe mentalnie jednostki, z długą historią psychofarmakolgii mają tak szalone pomysły, jak dla przykładu : media światowe kłamią i sprzedają ludności zfabrykowany obraz rzeczywistości.

Sam zaczynam wierzyć w oficjalną historię psychiatrii, że tylko uszkodzone jednostki wierzą w tego typu historie, w teorie spiskowe, bo nie ma tych teorii w TV, na temat że każda co do jednej wojna jest kłamstwem, sprzedana społeczeństwu via media, że każda wojna jest niewyobrażalnie lukratywnym interesem dla śmietany społeczeństwa, że nikt nigdy wart czegokolwiek, z odpowiednim nazwiskiem i numerem w paszporcie nigdy na danej wojnie nie umrze, zdechną wyłącznie piony, było nie było 90% każdego społeczeństwa, bezrobotne i bezsensowne szare masy, dziewięćdziesięcio procentowy margines, plebs, sół ziemii, ha hah haha hahhhha. Żart okropnie retoryczny, ale fakty są okrutne, każda wojna to niezliczone zdechnięte i zamordowane w imię waluty osoby, tak gówno warte z punktu widzenia finansowej elity tego demokratycznego, ha ha, świata.

Naprawdę..? Tylko osoby mentalnie i emocjonalnie nie przystosowane mogą wyciągać takie wnioski? Chyba już nie, chyba jest już wolne medium informacyjne (jak długo?) pt. internet i dla chcącego nic trudnego, naprawdę, nie potrzeba być schizofrenikiem paranoidalnym żeby przejrzeć na oczy i zrozumieć że ten świat w którzy wrodziliśmy się niechcący jest potwornie wynaturzony, oszukany. Albo proszę bardzo oglądać wyłącznie TVN, CNN, FOX, Polshite, czytać GW i SE. Polecam.

05:08, hermanderherusker
Link Komentarze (1) »
czwartek, 02 czerwca 2011
rip

Jeśli można, mimo całego tego wszystkiego, polecić mi wolno kilka zapisanych w ścieżce audio astralnych, niemal darmowych wycieczek w odległe realności ścierzek, mocno zalecanych po wypaleniu swoistych historii, ale absolutnie wartych odwiedzenia w stanie stuprocentowo trzeżwym, moze tylko zmęczonym współczesną sraczką emitowaną w radiotelewizacji... Kiedyś było lepiej, artystom się chciało i tworzyli muzykę. Bardzo proszę, dla przykładu że mam rację!

- David Crosby "Laughing"

- Hawkwind "Down Through the Night"

- The Byrds "Eight Miles High"

- David Crosby "Song With No Words"

- Crosby & Nash "Lee Shore"

- Jefferson Airplane "We Can Be Together"

02:47, hermanderherusker
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 maja 2011
Chamen!

    Dla nieutalentowanych dość, żeby tworzyć samemu, beztalentowych twórczo w stronę tworzenia - muzyki, historyj, kłamstew choćby - czytanie cudzych książek i słuchanie w stereo cudzych utworów na zawsze będzie astralnym przeżyciem spirytualnym, przede wszystkim dlatego że jest wodospad emocji które w żaden sposób nie chcą sobie pójść w chuj, odejść i zostawić, one domagają się bezustannie pielęgnacji, potrzebują zachodu z mojej strony, wyżalenia, wyrzygania, akceptacji, te moje myśli moje one. Tylko zatopienie ich w muzyce pomaga doraźnie, ucisza. Z tego równania wyłączam używki. Nawet te przepisane na receptę.

Schizofrenia? Za duże słowo, zresztą wystarczy pobieżna lektura lektur obowiązkowych psychiatry, i może jedna z nim dobra rozmowa, żeby zrozumieć iż że całe pojęcie pt. schizofrenia to wyłącznie umowna sprawa, umowa na linii człowiek-doktór, gdzie człowiek z własnej lub cudzej woli szuka pomocy, a doktór nie ma aparatów i mierników tego nieszczęścia, zatem jedyne co mu pozostaje to zmierzyć odchył danej osobowości względem normalnej normy, stopień  niebezpieczeństwa dla reszty ogółu i siebie samego amen pacjenta. Czy osoba niesie ryzyko zabicia bliźniego swego w przypływie zrozumienia wszechistnienia, czy tylko w najlepszym wypadku zdarzeń podetnie sobie ryj i nałyka się chloru do kibla. To ważne rzeczy są, taki pacjent smutny, nawet nie ubezwłasnowolniony jeszcze i niekarany, może przecież - tak uczy lektura - przy pełni księżyca ujebać komuś przypadkowemu głowę śrubokrętem. Przecież tak się czasem zdarza że tak bywa. Nie trzeba wojny żeby psychopaci mordowali drugich ludzi czasem. Nie potrzeba nawet weekendu żeby nie móc oprzeć się potrzebie autookaleczenia. I żadne sezonowo zmieniane medykacje od dr. Psychiatry nie chcą pomagać, mimo lat biegu, na brak parcia na istnienie, chyba wstyd się przyznać ale najlepiej leczą alkoholiczne uniesienia, kiedy od śmiechu łzy lecą z ryja i wszechwszystko zdaje się tak proste i banalne, kiedy zniszczone płynnie partie mózgu synapsa po synapsie idą spać, i w dwie godziny, strzał po strzale ze zdezorganizowanej formy przysłowiowej schizofrenii zostają tylko małe dziwactwa i odchyły, jednak tak łatwe do przeoczenia w kombinacie alkoholowym o przyciemnionych światłach. W takim stanie i po takiej ilości nikt żaden nie wygląda bardziej światło niż od ciebie, wręcz przeciwnie, są już pierwsze ofiary weekendu, uchaftowane od ucha do ucha, ze stringami w kostkach. Na parkiecie ulicy dobierają się pierwsze pary do wpierdolu, w Burger Królu ustawiają się kolejki po mięso, ktoś rzyga komuś innemu na spodnie. Jest normalnie, jest weekend, zamkli puby i nieśmiertelna zgraja musi iść do domu, bo zwyczajnie nie ma nigdzie indziej żeby iść, bo zamknęli - nie to co u nas - wszystkie ławki i nawet na dworcach kolejowych nie ma nikogo, żadna pani nie handluje poczwórnymi hamburgierami z surówką, tu naprawdę należy iść do domu, bo nie można inaczej i biada temu kto domu nie ma. Piękny kraj.

Nie istotne są co pacjent robi w czasie wolnym i jak funkcjonuje w świecie dorosłych, może śmiało w najgorszych czasach tażać się we własnym stolcu i spać na gazetach codziennych, w najlepszych - żreć psychotropy i tażać się jedynie w pościeli, pragnąć własnego i osób bliźnich zgonu tylko lekko i delikatnie, i nawet nie zawsze, tylko czasem. Takie są prawa natury, widać, póki nie zabijasz żadnego bliźniego swego, poza sobą samym, jesteś na tyle normalny że szczęść Oboże  i dajesz, dajesz młody! Pierdol się na ryj jak ci nie pasuje, jest nas tu dziesięć miliardów i nie od wczoraj też, pedofile ładnych pięknych dziesięć procent nas molestowali także nie jesteś sam, ale pierdol się i alleluja na ojciec dyrektor zapłać.

Wiem, staroświecki jestem, może to babcia ze Lwowa, dziadek z Jeruzalem, a na pewno pomroczność jasna alkoholiczna, ciężka praca syzyfowa wątrobie pod wiatr, na pewno Kamil Baczyński i Zły Dotyk, narkomania i samookalecznie, Pierwsza Komunia Święta i Baranek Boży ręka w rękę z Króliczkiem Wielkanocnym, baziami i barankiem O!bożym, New World Order i Jeffrey Dahmer! Chamen.

Właśnie. To robią toksyczne ilości alkoholu, na z recepty psychotropy, multum wolnego czasu, domniemana schozofrenia i triseksualizm. Późnonocna penetracja internetu, quadruple anal i Kaja Paschalska.

666 i 69 i vis a vis, deja vu i bon voyage, jestem europejczykiem.

PS

jeśli mnie znasz/znałeś i myślisz ze oszlałem - nie tylko masz rację, ale wręcz nie mylisz się. Ale też spróbuj być nikim przez całe moje życie i nie stoczyć się parę pięter poniżej bruku. Ale wciąż kochać muzykę, bo tylko to Tobie zostanie. Haloperidol.

04:12, hermanderherusker
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 kwietnia 2011
samo dobro, internet w sluzbie czlowieka bezre cepty


dep-anx-pai-sma
-buspirone
- olanzapine
- sertraline
- piracetam
- bupropion
- mirtazepine
- lithium
- trazodone
- modafinil
- amantadine
- selegiline
- gabapentin
- cyclobenzaprine
- nortriptyline (pamelor)
- carbamazepine
- Oxcarbazepine
- dilantin
- clomipramin
- chlorpromazine
- levetiracetam
- primidone
- atomoxetine
- Rasagiline
- memantine (memox)
- cabergoline
- Trihexyphenidyl
- Cyclobenzaprine
- loxapine
- duloxetine
- seroquel (quetiapine)
- Methocarbamol
- Tizanidine
- Cyproheptadine
- Cyclobenzaprine hydrochloride
pregabalin

04:20, hermanderherusker
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 kwietnia 2011
sia ra ra ra ra

   Forum publiczne, wspaniala rzecz. Kazdy obywatel swiata, bez wzgledu na wyznanie, kolor skory czy zaawansowanie choroby psychicznej moze wydalac z siebie tresci na tematy dowolne. Wolno mi dla przykladu wysylac w siec zdania nie tylko pozbawione sensu, nie wspominajac o wartosci jakiejkolwiek, ale wrecz zle z natury, bez ryzyka kary jakiejkolwiek za brzydkie mysli i jeszcze brzydsze ich spisywanie w alkoholowym uniesieniu. Rojenia majaczenia umyslu pod kontrola psychiatryczna i medykacja nieszkodliwe jednak dla osob drugich i trzecich i czwartych. Czterdziesci, nawet dwadziescia lat temu musialbym nie tylko upic sie i oplacic rachunek za internet, ale moze nawet nabyc maszyne do pisania, pozniej drukowac te litery poukladane w zlej kolejnosci i roznosic kolportowac... gdzie? W zakladach psychiatrycznych? Kioskach Ruch'u, kolkach teatralnych..?
Myslalem kiedys ze przytrafi mi sie elektroterapia, moze za mocno czytalem Lot Nad Kukulczym Gniazdem, moze tylko w masochistycznej wyobrazni roila mi sie sytuacja zwiazania szczelnego i intensywnego bolu dla mojego dobra wlasnego z widokiem na przyszlosc. Moze nie wiem, z tego co wiem tego typu zabiegi nie odbywaja sie juz, ewentualnie w wypadkach niepoddajacych sie zadnej terapii, poza moze zastrzykiem strychniny. Nigdy nie bylem dobry w uzywanie znakow przystankowych, przecinki i kropki w tekscie byly dla mnie lekko oszukane, jakby robienie z czytacza idioty ktory nie potrafi sam oczami i wyobraznia zrobic przerwy, nie tyle gdzie ona powinna byc, ale gdzie mu wygodniej. Nie wiem, moze to powazna sprawa jest, moze osoby umieraja na swiecie z wycienczenia, czytajac tekst bez przystanku i jest to zupelnie sensowna historia medyczna. Nie wiem, ale wiem ze zawsze wolalem czytac i pisac tak jak mysle czyli bez przystankow i relaksu tylko tresc tresc przekaz niech bedzie bezsensowny, hej ho, wlasna interpretacja. Nie rozumiem w amerykanskiej literaturze pisania kluczowych slow kursywa, w znaczeniu ze to TO wlasnie slowo jest wazne i kluczowe, na wypadek gdybys przegapil/a. Nie wiem czy rozumiecie o co chodzi, ale tu w anglojezycznym kraju mam z tym stycznosc caly czas, i kluje mnie czytanie tekstu, w ktorym WAZNE rzeczy sa pisane kursywa i zdania kluczowe maja slowa pisane kursywa na wypadek jesli czytajacy nie dalby rady samodzielnie zrozumiec o co KURWA chodzi. Nie powiem przeczytalem ladnych kilka ksiazek w jezyku zagranicznym, kiedy kursywa w slowach kluczowych pomagala wyczuc i odpowiednio ulokowac sens i cala resze, ale jednak, cos jest tu nie tak, to jakby wstawiac w ksiazki objasnienia dla idiotow - czytaj : zart, nie do konca powazna wypowiedz, teraz tutaj jest smiesznosc i smiej sie imbecylu.
Reasumujac, jest dobrze i demokratycznie w swiecie ze smutne nieszkodliwe pomylki pary osob w sile wieku skutkuja tylko w - we swiecie umiarkowanego urodzaju ekonomicznego i pewexow - subtelnie nieszczesliwymi ludzmi bez sumienia i sensu, skoro masowe ludobojstwo odpada. Hej, powiem krotko - i tak dobrze bylo, ponad stan, bo udal mi sie pierdolic o 7 lat starsza kobiete w debiucie, pozniej cudowna 17sto latke i byc jej polowa przez 3 lata, tylko odrobine pacjentem psychiatryka i niesmialym alkoholokiem, a nawet teraz terazniejsze, organizm powoli ale systematycznier odmawia posluszenstwa i zdazaja sie objawy 20 lat starsze niz powinny objektywnnie, bezdechy i bole w piersi po tej newralgicznej lewej stronie. troche wczesnie, wszystko mimo na zawal miesnia, nawet dak doswiadczonego jak ten moj gwalcony ladnych pare lat... Idz spac, wystarczy ze miesien chuju ledno reaguje, nie zawracaj mnie glowy sercem, wtf.
22:05, hermanderherusker
Link Dodaj komentarz »
anal domini

   Dobra noc prosto z dublina w zapadanej irlandii, faktycznie dzisiaj padalo i wial wiatr z boku, jest norma. W miejscu pracy ruch -  recesja, tak bogato oczytywana w prasie, zdaje sie nie dotyczyc lokalu pt. Porterhouse, niezliczone ilosci alkoholu i wolowiny sa wchlaniane systematycznie przez lud okoliczny. Chociaz trzeba musze zaznaczyc ze jest o okolica z leksza posz i i trendi... Chociaz nie, moze po prostu bizi z natury, cos jak Dominikanska w Krakowie, tak. Co by sie nie dzialo na wykresach gospo i w kieszeniach obywatelii - pewne miejsca w stolicach krajowych zawsze beda mogly nazekac na obrot i tlok ludzki, glodny i spragniony alkoholizacji. Ale kogo to obchodzi.

Paul Simon spiewal jakies 50 lat temu z kolega o dzwieku ciszy, i co  ciekawe, akurat w tym momencie czasu spiewa znowu, z kolega, przez sluchawki, wprost dla mnie. Czuje sie zaszczycony i dziekuje. Poza stworzeniem aspiryny, alkoholu i prozacu - nie wiem czy mozna bylo dac ludziom cokolwiek lepszego niz muzyka, zapisana na dowolnym formacie, niech to bedzie i placek lamliwy z plastyku. Mozliwosc w nieskonczonosc doswiadczania czyjejs transmisji emocjonalnej z czasu juz minionego, niewazne, niech to bedzie protest, negacja, zal czy tylko wscieklizna na okolicznosci zastane, moze kiedys uda sie reszcie ludzi pojac, ze muzyka to najdoskonalszy przekaz emocji dostepny w zasiegu czlowieka, kilka krokow przed pisaniem brednii i lata swietlne ponad rozmowy i siebie uzalanie. Pisanie ksiazek, swietna rzecz, telent pierwszej wody i z mojej strony subiektywnie zazdrosc, jednak wciaz - umiejetnosc i talent tworzenia muzyki... Bezcenne. Pisanie o tym nocna pora najebany - bezwartosciowe. Wlasnie dokladnie. Gdybym zamiast to umial nagrac na komputer kilka chocby minut muzyki, zrobilbym to. Niestety, talentu w tej i zadnej innej dziedzinie chroniczy brak, stad napedzane alkoholem, zalem i weltschmerzem analnym brednie wstukiwane w litery na klawiaturze. Ale znowu tez nikt nie jest idealny i chyba moge sobie wybaczyc, jestem przeciez we wlasciwym miejscu, takze wypierdalac poprosze. Retoryczne zapytania. Owszem, nie. Sobie samemu riposty... aj! Nie tak mialo byc, przyjaciele. W ogole nie mialo byc, jesli zapytac moich rodzicow, w ogole nie powinno, jesli zapytac wyzszej inteligencji urojonej, tak, o Swietym Mikolaju tutaj rozmawiam. Aj waj i szczesc boze mu. Nie, ja naprawde rozumiem jak niezbedny jest koncept starszego pana na wysokosci, ktory wie lepiej niz ja i Ty, nasi rodzice, dziadkowie i liderzy. Ktory ma idealna racje we wszystkiem i zawszem, bardziej niz my tu chwilowo nam sie wydaje. Ale, kurwa mac. Kiedys po drodze wyroslo sie z latajacych reniferow i zajaczka i swietych jajek odrapanych i calej reszty tego kolorowego burdelu, aniolkow i niepokalanego poczecia, zmartwychwstania i lanego poniedzialku tlustego czwartku! Moze nie mam racji i naprawde krolestwo niebieskie istnieje, pan jezus maluje zajaczki wielkanocne i skrobie na twardo jajka, z Mikolajem rozkminiaja liste zakopow pod choinke, nie wiem, holender, moze....

Ale bardziej widze tu wolna wole czlowieka jako jemu dany najwspanialszy podarunek i najgorszy defekt zarazem, wolna wole do tworzenia muzyki, ale tez pedofilii i narkomanii, z drugiej zupelnie strony. Takie pozna noca zaobserwowanie.

Alleluja i od tylu!

04:09, hermanderherusker
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 kwietnia 2011
meksyk

   Nie ma zmiluj, kilka dni temu w miejscu arbeitu przytrafil sie bohaterowi glownemu domniemany atak serca, dusznosci i czern przed oczyma wybaluszonymi, awaryjnie zawezwany zostal inny, mlodszy kolega wprost z urlopu, ze swiezymi szwami na dloni, zeby partycypowal za mnie bo jest tragicznie zle brak dechu czern vis a vis oczu i zimno, dretwienie lewej strony. Juz taksowka byla w glowie zamawiana, ba, pogotowie nawet pt. 999 do zakladu pracy, jednak udalo sie jeszcze tym razem, udalo powoli dojsc do domu i rozlozyc na lozu i zalec, serce wrocilo do normy i tlen, jakze mile widziany, pojawil sie w plucach. Alleluja. Znow sie udalo, bez interwencji medycznej i glupota pokarana zostala tylko strachem, choc tym razem strachem nie na zarty bo tak ciezko lapac tlen nie bylo jeszcze do tej pory. Udalo sie znalezc zastepstwo za swoja osobe, mimo ze pokiereszowane i poszyte, ale zawsze. Panika i wizje oiomowe uspokoily sie i tylko plaszczyzna wyra wystarczyla na do siebie dojscie. hej ho.
Tak czy siak, zgonu i umarcia nie bylo, mimo ze narrator mial takie zdawanie sie przez wydawaloby sie nieskonczenie dlugi czas. Co interesujace, stan takowy przytrafil sie po wylacznie legalnym uzytkowaniu w poprzednie dwie noce - kazda po butelce whiskey, paczce petow, szesciopaku tanich piw i kofeinie w tabletkach. Nie wspominam o braku snu i ciezkiej fizycznie pracy, bo niestety taki tryb zycia sie nie tyle trafil, co samemu sie na takowy kierowalo przez te beztroskie lata 14 - 21. Ciezka praca przez negowanie ambicji i przykrywanie ich szczelnie, po brzegi tanim alkoholem. Szkola jeden, szkola dwa i potem trzy - ciach, bylo nie bylo, bardziej nie bylo - ciach! Wieza w piach i zdrowie na budowie, fundamenty mojego wlewania sie we wiek tak zwanie dorosly, prosze ja ciebie / was.
Z malej litery. ja tez.
   Ale ale, bez klamania, od zawsze wiedzialem ze nic z tego nie bedzie i ze mimo dobrego startu - nie mialem, bo nie dalem sobie - zadnych szans na wiecej i lepiej. Kilku dobrych znajomych z czasu przeszlego zaswiadczy ze wiem o czym mowie, nawet teraz. Pozdrawiam ich z miejsca, a tak wyszlo ze to Miejsce to akurat dublin w irlandii jest, teraz do polnocy lokalnie Kaori moja nazeczona spi odsypia, ale generalnie ma urodziny dzisiaj, numer 31, wzielismy poszlismy na francuskie nalesniki, wczesniej przynioslem taksowka kwiatow za 45 euro i nieopakowane w nic perfumy dobrej marki, hej ho! Tuz zaraz pozniej wpadlismy na zakupy do tesco i uzbroilem sie alkoholowo na pozniej/zawsze. Teraz powoli dobija godzina dziesiata, dlatego - ciiii, Kaori spi jeszcze i czeka az ja zbudze o dziesiatej, zeby mogla zrobic nam kolacje i ogolic mi znow glowe na krotko. Pa.

22:56, hermanderherusker
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 marca 2011
Jeffrey Dahmer a cel bycia

http://www.youtube.com/watch?v=9eoYkB87fXg


  Aaaa witam bardzo, dobry wieczor klaniam sie. Nie nic waznego, jak zwykle o niczym tak naprawde, przerost formy nad trescia, troche jak erotoman-gawedziaz probujacy uprawiac seks miekkim czlonkiem, gra nie warta swieczki po prostu.
Pech i zupelny przypadek sprawily jednak, ze po raz wtory siedzi sie na kanapie w centrum wlasnego mieszkania z widokiem na meczet, bez widokow na przyszlosc dalsza niz dwie godziny do przodu, z komputerem na kolanach, kobieta japonska na wyciagniecie reki i alkoholem w krwioobiegu. Reasumujac - lipa. Brak zmartwien wiekszej wagi, przynajmniej doraznie i na miejscu. Dzien ciezko przepracowany juz w tyle, w przodzie noc, najlepsza czesc kazdego dnia, jakis sen i gwarancja jak kazdej nocy zdegenerowanych marzen sennych, uboczny skutek medykacji na vis vitalis. Slowem zadnego nic waznego do zrobienia, przemyslenia, zaplanowania. Kleska urodzaju czasu wolnego od przymusu czegokolwiek - czas trudny. Jest potrzeba go zapelnic jakas aktywnoscia, nie da sie spac 24h, nie da sie tez tyle pic albo onanizowac, nie ma tabletek nasennych ani innych. Jest gleboki weltschmerz i troska o rozwoj gatunku ludzkiego, takze delikatne swedzenie w tej wstydliwej czesci organizmu. Oraz nuda, gleboka nuda i jedynie alkohol i przemyslowe ilosci kofeiny w tabletkach nakazuja aktywnosc, w dowolnym kierunku i celu. Wyroslo sie juz - szczesc boze - z demolowania okolicznych przedmiotow i ingerowania w jednosci i spojnosc wlasnego organizmu ostrymi przedmiotami. Chcac nie chcac zatem, zrezygnowany spuszczam sie na wolnosc slowa i nieograniczony dostep do internetu i wstukuje wen te brednie powyzsze i ponizsze, slowa poukladane w niewlasciwej kolejnosci i pozbawione sensu chocby udawanego. Nie aspirujace do niczego poza oczyszczajacym, zdrowotnym wymiotowanie tresciami ktorych za duzo zebralo sie w srodku. Hej, lepiej to niz czyjes zabojstwo albo okalecznie, tak? Czytam mnostwo informacji, czytam wszystko co da sie czytac - opakowania proszkow do prania, dezodorantow, darmowe ulotki od murzynow po ulicy, instrukcje obslugi paracetamolu i sklad wody mineralnej. Wszystkie litery dostepne w okolicy. Chwilowo zlozylo sie tak ze czytam o najslynniejszych seryjnych mordercach i przejawach ich aktywnosci. Wchlaniam nazwiska i daty ofiar, okolicznosci zabojstwa i w niektorych wypadkach, takze przebieg aktywnosci danego sprawcy wzgledem zwlok. Czesto, czesciej niz nie, wlos jezy sie na glowie i wszystkim innym. Tym bardziej jesli samemu w trakcie dojrzewania licealnego planowalo sie masowy mord i okaleczanie ludzkosci, nienawisc do bliskich i fantazje na temat holokaustu ludzkosci nalezaly do normalnych aktywnosci intelektualnych w tamtym okresie. Ciekawe czasy, pragnienie samounicestwienia rodzilo sie dopiero niesmialo z tylu swiadomosci, za to wsciekla cicha nienawisc do ogolu ludzkosci plonela na dobre. Zabawne ze szeroko zamierzone plany wielokrotnego zabojstwa, tak logiczne i sensowne w tamtym okresie, zwyczajnie przeminely i zamienily sie w nihilizm jednoosobowy, nieodparta potrzebe krzywdzenia samego siebie i karania w pierwszej osobie wylacznie, cala wina za wszystko lezala przez lata po drugiej stronie, jednak izolacja i dewiacje sprowadzily to ego pod ziemie. Juz winny byl nikt inny tylko Ty ja sam za wszystko, za urodzenie, za wszystko.
Bardzo zainteresowal mnie kolega pod tytulem Jeffrey Dahmer, sprawca 17 zgonow, homoseksualista, kanibal i nekrofil. Nie tyle zainteresowania godne sa wyczyny jego i kolegow po fachu, co informacje na temat dziecinstwa i okolicznosci dorastania tych ludzi, zwlaszcza kolegi Jeffrey'a. Historie rodzinne, dobrobyt nienawisci w srodowisku domowym i urodzaj chorych emocji, utajone problemy psychiczne i tego rodzaju wspanialosci. Fascynacja martwymi zwierzetami i rozkladanie na elementy padliny przydroznej, wczesna orientacja Jeffrey'a ze nie jest seksualnie ukierunkowany we wlasciwym kierunku i rownie wczesne odkrycia alkoholu i jego zdumiewajacych leczniczych wlasciwosci. Chorobliwa niesmialosc, ziejaca pustka w miejsce pewnosci siebie, zupelny brak ambicji i marzen na przyszlosc. Odstawanie od kazdej napotkanej normy, wstydliwe fantazje seksualne. Troche pozniej seks i zabicie autostopowicza, poniewaz chcial juz isc do domu, a tego Jeffrey nie mogl zaakceptowac. Dalej w czasie byly morderstwa i wspolzycie z cialami, niekoniecznie z uzyciem konwencjonalnych otworow organizmu. Defragmentacja cial, gotowane czaszki w kilku przypadkach do uzytku seksualnego, ludzkie organy w lodowce i w okresie schylkowym - dieta w wiekszosci oparta na czlowieczyznie. Przystojny, wysoki i blond Jeffrey, nad wyraz inteligentny i tak dalej, dokonywal w swoim malym mieszkaniu byc moze najokropniejszych sytuacji jakie moga przytrafic sie blizniemu, zdarzenia ktore obficie dokumentowal zdjeciami, nie wspominajac o pamiatkach w zamrazalniku. Cos w tej historii poszlo skrajnie nie tak, cale zdarzenie jest stosunkowo swieze i mozna z latwoscia przyjzec sie na youtube jak zwyczajnie, zdrowo i dobrze wygladal Jeffrey, bedac jeszcze dzieckiem i mlodym czlowiekiem. Naprawde trudno zestawic ten obraz w wyobrazni z lista ofiar i dluga, potworna lista czynnosci jakich dokonywal na ich zwlokach. Patrzac na tak zwyczajnie normalna twarz czlowieka, na nagraniach z wideoteki rodzinnej, fotografiach szkolnych i tak dalej, twarz taka sama jak Wasza i moja, zupelnie nie moge zrozumiec co i kiedy i jak w trakcie zdrowego rozwoju zdrowego na ciele czlowieka sprawia ze nie jest w stanie oprzec sie tak potwornie chorym pragnieniom. Inaczej - skad te schorowane i okrutne pragnienia biora sie w umysle zupelnie zwyczajnego kolezki - zwyczajnego, tak bardzo chcialoby sie myslec, patrzac na te zdrowa dziecinna twarz. Wszyscy tam bylismy, bylismy malymi ludzmi, cierpielismy i czulismy krzywde, czulismy w takim czy innym subiektywnym stopniu zlo tego swiata w ktory sie wrodzilismy. Ale ten porzystojny kolega, nieszczesliwy i zawiedziony rozpil sie, jak miliony mu podobnych. Niczego nie osiagnal, jak miliony, jak wiekszosc. Cierpial w samotnosci i niezrozumieniu. Jak wiekszosc z nas/was. Cos jednak w srodku osoby bylo inaczej, skrajnie inaczej, do tego stopnia ze pojawila sie i nie dala sie zagluszyc potrzeba posiadania drugiego czlowieka w calosci, wladzy absolutnej nad cudzym organizmem, posiadania osoby ostatecznie, wlacznie z nekrofilia i kanibalizmem. Potrafisz to zrozumiec? Albo inaczej, nie - zrozumiec - bo 'zrozumiec' nawet ja to potrafie, potrzebe kontroli nad bliznim i paniczny strach przed jego odejsciem. Ale jednak pojscie nie jeden a trzy kroki do przodu i pozbawienie tego czlowieka zycia, a nastepnie systematycznie wszystkiego co z czlowieczenstwa tam pozostalo. Jeffrey wszystko to systematycznie, stopniowo czlowiekowi odbieral, onanizowal sie nad zbeszczeszczonym cialem, kopulowal z rozczlonkowanym organizmem, niezadko ostatecznie zjadal pozostalosci. Cos zdecydowanie musialo pojsc skrajnie nie tak w okolicznosciach tego czlowieka, tak zle ze chyba nie moglo gorzej, ten zdrowy atrakcyjny mezczyzna zamienil sie w zwyrodniala bestie, zachowujac przy tym zimna inteligencje i atrakcyjna powierzchownosc. Posluchaj ktoregokolwiek z licznych z nim wywiadow a zrobi ci sie niemilo na tym swiecie, popatrz na zdjecia jego i ewentualnie jego ofiar, poczytaj odrobine tej koszmarnej historii pod tytulem Jeffrey Dahmer i zastanow sie jak dobrze masz w tym zyciu, jakie niezbadane ominely Cie sciezki i w jaka strone NIE rozwinely sie twoje niezdrowe zainteresowania, jak w odpowiednim czasie ktos i kiedys byl dla Ciebie i niechcacy, nieswiadomie sprawil ze Twoje zycie nie potoczylo sie bezpansko, bezksztaltnie, bezcelowo jak to akurat bylo z Dahmer'em.
Amen twoja mac.

05:15, hermanderherusker
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6